RSS
 

Youtube

15 cze

Jako, że jakiś czas temu kupiłem GOPRO to można znaleźć pierwsze filmiki na Youtube! Zapraszam na Czyste Tatry 2014 i spływ przełomem Bardzkim!

Więcej jak tylko pozdaję wszystko… Albo nie zdam – co za różnica :)

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Wypady małe i duże

 

Gala rozdania nagród Rowertour

03 lut

Ciężko było wstać o 3:30, ale udało się. Czerwonym busem dojechaliśmy do Poznania. Przywitało nas błękitne niebo i lodowaty wiatr. Śniegu też jakby więcej niż we Wrocławiu.

Ostatnim razem byliśmy tu podczas weekendu majowego. Zafascynowała mnie wtedy galeria handlowa w starym browarze, ale była zamknięta. Tym razem jest 8:30 i do warsztatów mamy jeszcze 4 godziny, więc uciekamy przed zimnym wiatrem do środka, żeby nieco się rozejrzeć. Galeria jest ogromna, a do tego stylowo urządzona. Otoczona parkiem, gdzie w lecie można odpocząć na leżaku.

My jednak, przy zerze stopni nie mamy ochoty na wylegiwanie się. Robimy zakupy w sklepie z owadem w logo i ruszamy do AWF-u. Jest zimno, a Poznań oglądaliśmy już ostatnio, nie chcemy zamarznąć.
Wchodzimy do budynku AWF i nie znajdujemy żadnego plakatu o dzisiejszej gali rozdania nagród. Nie ma też gdzie usiąść i poczytać nowego numeru Rowertour. W kolejnym budynku znajdujemy stoliki i pana ochroniarza, który o dzisiejszym wydarzeniu też nic nie wie. Czy to aby na pewno dziś? Zobaczymy. Mamy jeszcze trochę czasu do warsztatów reporterskich.

Kilka artykułów później dochodzi już dwunasta. Wracamy do głównego holu. Ku naszej radości są już pierwsi goście dziesiejszej gali – jednak dotarliśmy w dobre miejsce i we właściwy dzień.

Warsztatów podzielonych na dwie części wysłuchujemy z prawdziwym zainteresowaniem. Wcześniej jeszcze zaczepiamy Kamila z Crosso – Polskiej firmy produkującej sakwy rowerowe – chcemy dostać kod rabatowy do ich sklepu. Nieco skrępowany podchodzę i pytam czy hasło „trele morele” jeszcze działa. Uff… Udało się, są jeszcze kupony rabatowe!

Pierwsza część warsztatów jest o podróży rowerem i sprawach z tym związanych. Dowiadujemy się kilku nowych rzeczy o tym jak przetrzymać problemy żołądkowe, jak barwić wodę (izotoniki w tabletkach) i jak powstrzymać psy przed zanurzeniem kłów w naszych pedałujących nogach.

Drugą część prowadzi pełniący obowiązki redaktora naczelnego Rowertouru. Dzięki krótkiej prezentacji wiemy już na co zwracać uwagę przy pisaniu relacji z wypraw, tych bliższych i dalszych. Nic tylko pisać! Już obmyślamy jak to będzie kiedy pierwszy raz znajdziemy się na łamach gazety!

Nagrody Rowertour przyznawane są już po raz czwarty. W tym roku pierwszy raz – odpowiadając na zapotrzebowanie – także w kategorii Wycieczki z dzieckiem. Pozostałe dwie kategorie to Polska i Europa i świat. W każdej z kategorii wyłoniono pięciu laureatów, a jury w składzie: Ryszard Szurkowski, Marcin Jakub Korzonek i Łukasz Wierzbicki, wybrało spośród nich zwycięską trójkę.

Nagrodzeni

Główna nagroda w kategorii Polska przypada Patrykowi Świątkowi za podróż Pać-Man na rowerze (paragonzpodrozy.pl). Wzorując się na starej grze komputerowej Patryk, przy pomocy kostki i kart, podróżował od punktu do punktu. Los wyznaczał mu kierunek podróży każdego dnia.

Gala to nie tylko nagrody dla nominowanych, ale to też możliwość spotkania z innymi podróżnikami czy firmami związanymi z branżą. Kolejną atrakcją gali są prezentacje wypraw autorów, którzy pisują do Rowertour. W tym roku jako pierwsza swoją prelekcję przedstawia Aga Waligóra (nakrancach.pl), spotykamy się z nią na chwilę później na przerwie.

Aga na gali

Drugi z prelegentów to chodząca historia. Francuski kapitalista – jak sam o sobie mówi, Bruno Koper, zjeździł w czasach żelaznej kurtyny Bałkany i nie tylko. Dziś opowiada o jednej ze swoich wypraw. O tym jak władze straszyły przed wjazdem do Czechosłowacji zakaźną chorobą, żeby nie wywozić dewiz z Polski, o tureckim Bułgarze, który widząc zachodniego rowerzystę zażądał pieniędzy, ale gdy zobaczył nóż przy pasie szybko zrezygnował (wcale się nie dziwimy, bo Pan Bruno jest człowiekiem postawnym). I w końcu o tym jak został uznany za amerykańskiego szpiega i ciągano go po nocy w obstawie kilku jednostek policji i wojska.

Czekając na przerwie na panini w lokalnym barze zaczepiamy Agę, która też przyszła coś zjeść. Znów nie mamy książki napisanej przez nią i Mateusza, jej męża, żeby wziąć od niej autograf.
- Przydaje się przewodnik? – pyta nas Aga.
- W zasadzie jeszcze nie korzystaliśmy – muszę przyznać z trochę zażenowaną miną.
Poprzedni rok był ciężki i nie jeździliśmy na rowerach. Nie było okazji żeby wypróbować ich przewodnik po okolicach Wrocławia. Obiecujemy wysłać opinię jak w tym roku coś wreszcie zobaczymy podróżując z ich książką i uciekamy z cieplutkim panini z powrotem na galę. Aga jedzie jeszcze na inny festiwal, jutro jeszcze raz będzie tam opowiadać swoją fascynującą opowieść o dwuletniej podróży po Ameryce Południowej.

Ach… Spóźniamy się na drugą grupę nominowanych…! Wydaje się nam że to Kamila Kielar za wyprawę Me, bikeself & Kamchatka (kamkiel.com), choć nie jesteśmy pewni. Sprawdzimy to! Samotna podróż przez Kamczatkę to nie pierwsza wyprawa Kamili – zapraszamy na jej stronę.

Pełna widownia

W ostatniej kategorii wygrywa niesamowita wycieczka Moniki Zakrzewskiej Jak w ciąży zobaczyć Włochy i nie urodzić na trasie. Niesamowity pomysł na rodzinne spędzenie wakacji we Włoszech całą rodziną – całą, bo z mamą przy nadziei! Świetna sprawa i czekamy na artykuł w Rowertourze, żeby poznać kulisy tej niecodziennej podróży! Da się? Da się, a my narzekamy na brak czasu – co to za wymówki…

Ostatnią prezentację przedstawiają dziewczyny z Kobiety na rowery przez Azję. Kolejna wyprawa inna od wszystkich. Trzy dziewczyny, które na rowerze nie jeździły dotąd nawet po zakupy, zdecydowały się przejechać Azję. Z Uzbekistanu dotarły przez Chiny aż do Tajlandii. Przygód co niemiara (kobietynarowery.com).

Na koniec organizatorzy przygotowali też nagrody dla publiczności – czytelników Rowertour. Rower, plecaki, sakwy i książki – wszystko do można było zgarnąć dzięki odpowiedzią na pytania! Jedyne co nas zdziwiło to kolejność rozdawania nagród. Zaczęło się od najwartościowszej – roweru. No i cóż… Tym razem nie dopisało nam szczęście. Pełna wrażeń gala dobiega końca, a my z nowymi pomysłami na podróże i nowym zapałem ruszamy na miasto.

Rozdanie nagród dla publiczności

Do busa mamy jeszcze cztery godziny. Zastanawiamy się nad piwem na poznańskim rynku. Po drodze dochodzi do spięcia, lecz szybko łagodzimy sytuację, chwila rozmowy, przeprosiny z mojej strony i znów z uśmiechami przechadzamy się po uliczkach w stronę głównego placu miasta.

Z piwa nici. Jakoś po drodze straciliśmy ochotę. Decydujemy się na powrót na dworzec. Ostatnim razem jeszcze nie działał nowy, a dziś jest już tam galeria handlowa. Można będzie usiąść w cieple i poczekać na autobus powrotny do Wrocławia.

Szukając bankomatu natykam się na ciekawą i – o dziwo – darmową wystawę Automobilklubu Wielkopolskiego. Mamy jeszcze czas, więc z radością podziwiamy starą myśl techniczną prezentowaną na wyciągnięcie ręki. Syrenka, Warszawa, Trabant, Polonez – przykłady polskich samochodów, już dziś rzadko widywanych na drogach, a tu błyszczących i wypolerowanych przez pasjonatów. Są też rowery, tak inne od dzisiejszych, ale mające swój czar. W drugiej części wystawy są też zagraniczne samochody. Niczym z filmów gangsterskich czarne wypasione samochody z poprzedniej epoki, kabriolety z małymi szybkami chroniącymi przed pędem powietrza. Super sprawa!

FSO Warszawa
Rowery
Kabriolet

Wracamy późną nocą do Wrocławia i wyczerpani wrażeniami tego dnia, ale i zmotywowani do dalszych i bliższych wypadów rowerowych zasypiamy w swoich łóżkach.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Festiwale

 

Wt, 3.09 – D12

04 wrz

Dwunasty i ostatni dzień naszej podróży zaczął się ulewą. Jakby pogoda zachęcała nas już do powrotu… Ale zostało jeszcze to co było początkiem naszego planu ;) Tatarskie wioski!

Dojazd do Kruszynian – miejsca gdzie stoi jeden z dwóch zabytkowych meczetów, trochę trwała, a ostatni odcinek drogi wymasował amortyzatory naszego czerwonego bolidu i moje ręce…

Zastanawialiśmy się czy najpierw zajrzeć do Tatarskiej Jurty i zjeść obiad czy odwiedzić meczet. Jednak podjeżdżający od drugiej strony autokar szybko wyleczył nas z ociągania się z decyzją :) Pobiegliśmy zamówić obiad!
Potrawy tradycyjnej kuchni tatarskiej były pyszne, choć to w końcu kwestia gustu… ;)

Image Hosted by ImageShack.us

W meczecie podjął nas miejscowy tatar, Dżemil Dembicki, opowiedział nam historię tego miejsca, zwyczaje muzułmańskie i święta ;) Dzięki niemu i wcześniejszemu obiadowi dowiedzieliśmy się wiele o kolejnej kulturze.

Poszliśmy też odwiedzić jeden z trzech działających w Polsce cmentarzy muzułmańskich. Co ciekawe, ciało zmarłego należy pochować w 24h po śmierci, przez co muzułmanie z zachodu muszą zaraz po śmierci bliskich zabrać ich ciała do Kruszynian, jeśli chcą żeby właśnie tu spoczęły szczątki.

Image Hosted by ImageShack.us

Niestety już ostatniej. Zdecydowaliśmy się wracać najkrótszą drogą.
Niektórzy z nas muszą się uczyć, inni wyjeżdżają jeszcze na wakacje, ale cała nasz trójka jeszcze długo będzie żyła wspomnieniami z tej wyprawy. Dobrymi i tymi nieco gorszymi momentami, doświadczeniami nowych kultur, spotkaniami z ludźmi, noclegami w urokliwych miejscach…
Dziękujemy wszystkim którzy w nas wierzyli od początku do końca i tym, którzy nie wierzyli i dlatego czytali nasze relacje ;)

Do Wrocławia wróciliśmy tuż po północy zeszłej nocy.

Chcemy jeszcze napisać kilka wpisów podsumowania, zobaczymy jak to wyjdzie ;) Oby pojawiły się szybciej niż z ubiegłorocznej wyprawy ;)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Polska Wschodnia 2013

 

Nd, 1.09 – D10 + Pn, 2.09 – D11

02 wrz

Po wyruszeniu w trasę pierwszym miejscem, które zobaczyliśmy była święta góra Grabarka – miejsce pielgrzymowania prawosławnych. Akurat natrafiliśmy na ich mszę, ale niestety nic nie udało nam się zrozumieć, ponieważ nie była po polsku ;)

Niestety nie udało nam się obejrzeć świątyni w środku, było bardzo dużo ludzi, ale zobaczyliśmy piękny teren wokół niej.

Dokoła Cerkwii stojącej na szczycie stało mnóstwo krzyży, które przynoszą tutaj pielgrzymi.

Image Hosted by ImageShack.us

Deszcz nie dał nam zostać dłużej, więc wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w dalszą podróż.

Po około 2 godzinach dotarliśmy do Białowieży, którą otaczają z każdej strony piękne lasy Puszczy Białowieskiej. W agroturystyce (którą jak zazwyczaj wyszukaliśmy w Internecie) byliśmy dość wcześnie więc po rozpakowaniu samochodu pojechaliśmy rozejrzeć się po okolicy.

Trafiliśmy do Parku Pałacowego gdzie wśród zieleni można wypocząć w hotelu, zjeść w restauracji, a także zobaczyć Muzeum Białowieskiego Parku Narodowego. Nas niestety nie było stać na 2 pierwsze opcje więc chętnie zawitaliśmy do trzeciej z nich.

Musieliśmy trochę poczekać na zwiedzanie głównej wystawy z przewodnikiem i w tym czasie zobaczyliśmy 3 wystawy czasowe oraz wjechaliśmy na wieżę widokową, z której widać Białowieżę oraz kawałek Puszczy.

Jednak najciekawsza była wystawa główna, gdzie Pani przewodnik w przyciemnionych pomieszczeniach opowiadała nam w wyjątkowo ciekawy sposób o BPN. Muzeum zdecydowanie nie jest typowym – wiele zwierząt, dźwięków i scen z życia puszczy robiło ogromne wrażenie.

Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us

Wieczorkiem, kiedy szykowaliśmy kolację przywitała nas Iga – mała kotka Pani gospodyni, której tylko zabawa w głowie. Tak jej się spodobało nasze towarzystwo, że już następnego dnia od rana była u nas bawiąc się i biegając radośnie po pokoju.

Image Hosted by ImageShack.us

Dzisiaj mieliśmy więcej czasu, co nam pozwoliło na odwiedzenie Rezerwatu Pokazowego Zwierząt oraz kilku innych miejsc.
Zaczęliśmy od zobaczenia Carskiego Hotelu i Restauracji. Nie jest to typowe miejsce, apartamenty dla gości znajdują się na wieży:

Image Hosted by ImageShack.us

oraz w wagonach pociągu:

Image Hosted by ImageShack.us

Stwierdziliśmy z Mikołajem, że jak tylko nas kiedyś będzie stać to przyjedziemy tutaj. ;)
Zbliżała się powoli pora obiadowa więc zaczęliśmy szukać jakiejś smacznej i taniej restauracji. Po sprawdzeniu kilku miejsc znaleźliśmy się w Gospodzie „Pasibrzuch” na obrzeżach miasteczka. I faktycznie porcje okazały się jak dla prawdziwego łakomczucha – ledwo wstaliśmy od stołu po zjedzeniu pysznych dań.
Najedzeni ruszyliśmy w stronę Rezerwatu, żeby zobaczyć zwierzęta zamieszkujące okolicę: żubry, łosie, rysie i koniki polskie. Miejsce warte zobaczenia, jeśli ktoś tylko lubi przyrodę i zwierzaki. ;)

Niestety nie spacerowaliśmy za długo, bo zaczął padać deszcz i uciekliśmy zmoknięci do samochodu, żeby wrócić do domu. I całe szczęście. Od wtedy pogoda popsuła się zupełnie – do 21 trwało oberwanie chmury (tak jak nam zapowiadała cogodzinna pogoda sprawdzona w Internecie ;)). Teraz już na dworze jest nieco spokojniej i kładziemy się powoli spać, żeby mieć siłę na końcowy etap naszej wyprawy. Dobranoc! ;)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Polska Wschodnia 2013

 

Sb, 31.08 – D9

31 sie

Dziś, dzień jak co dzień, rozpoczęliśmy od pysznego śniadanka. Po spakowaniu naszego czerwonego rumaka ruszyliśmy w stronę Lublina. Staraliśmy się pojechać tak, jak nam poleciła nasza Pani gospodyni, ale i tak w którymś momencie się pogubiliśmy. Dopiero po odpaleniu nawigacji dowiedzieliśmy jak jechać.

Pierwszym punktem zwiedzania był Majdanek – lubelski obóz koncentracyjny z czasów II wojny światowej. Cały obiekt zajmuje powierzchnię około 30ha i pomimo tego, że nie wszystko jest udostępnione do zwiedzania, obejście całości zajęło nam 2h.

Image Hosted by ImageShack.us
Był to jeden ze smutniejszych elementów dzisiejszego dnia i każdego z nas atmosfera wprawiła w zadumę, jednak myślę, że było warto. Trzeba pamiętać o tej tragedii i postarać się, żeby nigdy nie powróciły podobne sceny.

Następnie postanowiliśmy pojechać do centrum Lublina, zobaczyć Stare Miasto i znaleźć jakąś restaurację, żeby zjeść obiad.

Lubelski rynek różni się od wszystkich nam dotychczas znanych. Jest mały, w jego centrum stoi Urząd Stanu Cywilnego, a dokoła u podnóży ślicznych kamieniczek jest wiele restauracji. Niestety rynkowe ceny okazały się zbyt wysokie na naszą kieszeń. Postanowiliśmy więc cofnąć się i poszukać czegoś przy deptaku (Krakowskim Przedmieściu). Udało się, za niewielką cenę, każdy z nas zjadł danie dnia, czyli w tym wypadku pierś z kurczaka w sosie koperkowym z frytkami i surówką. Mniam! ;)

Image Hosted by ImageShack.us
Później poszliśmy na kawę i ciastko (choć ja proponowałam naleśniki ;p), żeby mieć siłę dalej ruszyć w stronę zamku. Notabene zepsuliśmy Subwayowy ekspres do kawy i ostatecznie tylko babcia dostała latte, a my zwrot pieniędzy, a ciastek nam nie odebrano ;)

Image Hosted by ImageShack.us
Nieco zmachani po całym dniu chodzenia i wdrapaniu się po niemałych schodach zobaczyliśmy Kaplicę Trójcy Świętej i świetną wystawę o dawnych dziejach Lublina. Pierwszy raz widziałam takie muzeum, w którym każdy element był tak dopracowany i pomyślany, żeby nikomu się nie nudziło. Jednak my tylko przeszliśmy salę, ponieważ czas nas gonił i obiecaliśmy sobie, że jeszcze kiedyś tu wrócimy. ;)

Image Hosted by ImageShack.us
Potem wyruszyliśmy w drogę, żeby zatrzymać się po ponad 150km w Leśniczówce Nad Sarenką – bardzo cichym i przytulnym ośrodku oddalonym o kilka kilometrów od głównej drogi, żeby tu zebrać siły na jutrzejszy dzień.

Zaraz po zaparkowaniu podbiegł do nas chłopak, 10 letni Nikolas – jak się później okazało, i zaprosił nas na ognisko. Godzinę później wpadł do naszego pokoju ponawiając zaproszenie. Nie było wyjścia ;P Poszliśmy.

Poznaliśmy babcię i mamę chłopaka, wujka i ciocię. Pojawiła się również Pani właścicielka z winem dla każdego, cóż za przykrość, że my jeszcze do jutra musimy się wstrzymać ;) Podobno było pyszne, ładnie pachniało… ;)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Polska Wschodnia 2013

 

Pt, 30.08 – D8

30 sie

Przed Zamościem złapał nas pierwszy deszcz na trasie naszej wyprawy, jednak kiedy wysiedliśmy w mieście już nie padało.
Image Hosted by ImageShack.us
Wdrapaliśmy się na dzwonnicę przy bramie katedry. Z góry widzieliśmy inne kościoły i fortyfikacje, a także rynek i ratusz.
Image Hosted by ImageShack.us
Odwiedziliśmy też samą katedrę.
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Rynek zamojski jest naprawdę piękny. O 12 trębacz, przystrojony jak szlachcic, z wieży ratusza ogłosił południe.
Image Hosted by ImageShack.us
Zdziwiły nas arkady biegnące pod wszystkimi kamieniczkami na rynku. Pod nimi można znaleźć wszystko: galerię sztuki, wystawę starych fotografii, sklep z miodem, pamiątkami, informację turystyczną, jubilera i kilka knajpek.
Image Hosted by ImageShack.us
My jednak na obiad zdecydowaliśmy się na Bar pod nutką w miejscowej szkole muzycznej. Właściciel zapewniał nas co chwilę, że wszystko jest świeże i przez nich przygotowywane, choć wcale nie próbowaliśmy temu zaprzeczać ;) Porcje były tak duże, że ledwo udało nam się zjeść wszystko. Syci wróciliśmy do samochodu i ruszyliśmy w stronę Lublina.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Polska Wschodnia 2013

 

Śr, 28.08 – D6 + Czw, 29.08 – D7

30 sie

Weszliśmy tylną bramą do parku zamkowego w Łańcucie i od razu uderzył nas ogrom zieleni. Lekko zdezorientowani znaleźliśmy na mapce budynek storczykarni.

Image Hosted by ImageShack.us

Nie spodziewałem się, że odmian storczyków jest tak wiele. Każdy trochę inny od poprzedniego, każdy kolorowy i urzekający. Może nie jestem miłośnikiem kwiatów, a storczyków nie kojarzyłem w ogóle, ale storczykarnia łańcucka wywarła na mnie ogromne wrażenie. Dziewczyny także były urzeczone.

Image Hosted by ImageShack.us

Dotarliśmy do wozowni i wystawy ikon i dowiedzieliśmy się, że zbiorczy bilet można kupić w kasie. Pobiegłem do kas, ale tam powiedziano mi, że albo bilet z przewodnikiem, albo ze słuchawką w uchu. Ani jedno ani drugie nas nie urządzało, nie chcieliśmy w żółwim tempie zwiedzać zamku.

Image Hosted by ImageShack.us

Zobaczyliśmy ikony zebrane z bieszczadzkich cerkwi, dotarliśmy do zamku, który, z braku możliwości zwiedzania indywidualnego, obfotografowaliśmy tylko z zewnątrz. Odwiedziliśmy jeszcze oranżerię, obejrzeliśmy ogrody wokół zamku z różnorodnymi gatunkami róż.

Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us

Wracając do samochodu zgodnie zgodziliśmy się, że storczykarnia wywarła na nas największe wrażenie, a brak możliwości oglądania zamku bez przewodnika wydał nam się zwykłym naciąganiem nas na dodatkowe pieniądze…

Image Hosted by ImageShack.us

W Leżajsku chcieliśmy zobaczyć słynne organy. Wielkie, trzynawowe organy w klasztorze ojców Bernardynów przepięknie zdobione i odrestaurowane robiły wrażenie, aż żal było opuszczać kościół bez usłyszenia ich dźwięku… ;)

Image Hosted by ImageShack.us

Dotoczyliśmy się do Zwierzyńca i po chwili szukania mieliśmy już nocleg.
Następnego dnia zobaczyliśmy kościół na wodzie i muzeum Roztoczańskiego Parku Narodowego, w którym akurat była wystawa czasowa o myślistwie. Osobiście nie przepadam za polowaniami, ale jest to też część naszej tradycji. Nie udało nam się za to wejść na wystawę stałą poświęconą RPN, kolejna grupa była dopiero za godzinę. Na pocieszenie kupiliśmy miód z miejscowej pasieki. Odwiedziliśmy też browar, ale jeszcze nie ma co w nim oglądać a miejscowa produkcja piwa rusza w październiku, tradycyjny Zwierzyniec produkuje póki co producent piwa Perła z Lublina.
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Popołudniu wybraliśmy się na spacer. Chcieliśmy zobaczyć ostoję konika polskiego, ale koniki albo już spały, albo biegały po dużym terenie, który dla nich wydzielono. Ruszyliśmy dalej pięknym, sosnowo-liściastym lasem w stronę stawów Echo. Rozkoszując się zapachem lasu i ciszą dotarliśmy nad wodę. Z pomocą długiego obiektywu obserwowaliśmy chwilę ptaki.
Image Hosted by ImageShack.us
Na koniec jeszcze ciekawostka ;) Uwaga drzewo w jezdni! ;)
Image Hosted by ImageShack.us

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Polska Wschodnia 2013

 

Wt, 27.08 – D5

27 sie

Pierwszy przystanek – Tarnów.

Tym razem nie cena, a sposób w jaki płaci się za postój wprawiły nas w zakłopotanie. Niby można płacić komórką, ale woleliśmy dostać bilet do ręki. Parkomatu ni widu ni słychu. Z pomocą przyszedł nam pan wychylający się z okna. Kiosk – to tam zdobyliśmy bilety. I wbrew uchwale rad miasta zapłaciliśmy 7,60 zamiast 8 zł za trzy godziny parkowania ;)
Szybko doszliśmy, do zaplanowanego w tym mieście, muzeum etnograficznego z wystawą poświęconą Cyganom. Romowie, wraz z Żydami, stanowili duże grupy mieszkańców przedwojennego Tarnowa.

Image Hosted by ImageShack.us
Historia, kultura i współczesne problemy Cyganów zajmowały trzy sale muzealne. Ostatnia, opowiadająca o eksterminacji Romów w hitlerowskich obozach zagłady i pokazująca też dzisiejszą niechęć do tej grupy etnicznej, była najbardziej dla mnie poruszająca. Na zewnątrz wystawę uzupełniały wozy taborowe.

Image Hosted by ImageShack.us
Oprócz kultury romskiej w muzeum znalazła się również wystawa o Zalipiu, znanym z malowanych domów i kultury wycinanek. Kolorowe, kwiatowe kompozycje urzekały dokładnością wykonania.

Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Ciekawym miejscem w Tarnowie jest kawiarnia w tramwaju, oryginalne i niebanalne wykorzystanie tego środka transportu ;)

Image Hosted by ImageShack.us
W Tarnowie warto jeszcze zobaczyć ratusz i bazylikę mniejszą przy rynku. Na koniec trafiliśmy jeszcze na pyszne gofry i herbatę do Kawiarni Tatrzańskiej.

Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
W Rzeszowie popełniliśmy błąd wysiadając z samochodu bez kanapek, umieraliśmy z głodu w podziemiach rynku.
Dotarliśmy do pięknego rynku szukając wejścia do trasy podziemnej. Przewodnik który oprowadzał nas po piwnicach wokół rynku opowiadał historie z życia Rzeszowa. Zachęcam do odwiedzenia trasy pod rzeszowskim rynkiem tych, którzy z przyjemnością słuchają opowieści różnej treści.

Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Na koniec dnia przebiliśmy się przez miasto i zjechaliśmy na nocleg do podrzeszowskiej Malawy. W wiosce znaleźliśmy kilka starych drewnianych chat dodających wyjątkowego uroku.

Image Hosted by ImageShack.us
Nie możemy zrozumieć czemu w wiosce oddalonej o 4 km od głównej drogi samochody ciężarowe jeżdżą tuż pod naszymi oknami ;)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Polska Wschodnia 2013

 

Pn, 26.08 – D4

27 sie

Dzisiejsze zwiedzanie zaczęliśmy od zamku Ogrodzieniec. Przy okazji zwiedzania budowli uderzyło nas czystko komercyjne podejście właścicieli zamku. Nie tylko na drodze prowadzącej do zabytku stały stragany z plastikowymi wiatraczkami i przypinkami z imionami… Wewnętrzny dziedziniec też powitał nas stoiskami z podobnym rzeczami, było też kilka ubrań rycerskich, drewniane miecze.
Image Hosted by ImageShack.us
Sam zamek prezentuje się bardzo ładnie, choć wewnątrz niewiele jest do zobaczenia. Oprócz wspomnianych sklepików jest jeszcze sala tortur, studnia, zbrojownia i 3 makiety szumnie nazwane muzeum zamkowym.
Image Hosted by ImageShack.us
Za to pod zamkiem powstaje… Nie… nie karczma z staropolskim jedzeniem. Ale tor saneczkowy! ;) Obok już powstałego parku miniatur – drogo jak na studencką kieszeń, nie wstąpiliśmy.

Pojechaliśmy dalej. Po krótkim błądzeniu i dotarciu do Błędowa zawróciliśmy i znaleźliśmy wreszcie poszukiwaną przez nas pustynię błędowską. Przez chwilę podziwialiśmy jej piaski, może nie bezkresne, ale i tak są ewenementem na skalę europejską.
Image Hosted by ImageShack.us
Później skierowaliśmy się w stronę Ojcowskiego Parku Narodowego i doliny Prądnika. Zaczęliśmy od Pieskowej Skały. Niemiło zaskoczyły nas ceny parkingów… Już pod Ogrodzieńcem zapłaciliśmy 5 zł, teraz kolejne 7.
Image Hosted by ImageShack.us
Sam zamek jest najlepiej zachowanym Orlim Gniazdem. Choć w poniedziałki nie czynne jest wnętrze zamku to zobaczyliśmy ogrody z dziedzińca i ruszyliśmy dalej.
Image Hosted by ImageShack.us
Na drodze do Ojcowa stoi mała kapliczka. W zasadzie to unosi się nad powierzchnią strumienia. Historia jej powstania łączy się z dekretem cara Mikołaja II, który zakazał stawiania obiektów sakralnych na ziemi. Polacy pokombinowali i wymyślili! Kapliczka stoi w zasadzie na rzece. Spotkaliśmy też miejscowego księdza, dzięki temu zobaczyliśmy wnętrze misternie wykonane.
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
W Ojcowie parking 10 zł… ;) Wraz z Agą udaliśmy się nad Źródło Miłości, a Babcia została w pobliżu oglądając między innymi wystawę starych gazet opisujących Ojców.
Image Hosted by ImageShack.us
Nie mieliśmy ustalonego noclegu, więc po odwiedzinach w Ojcowie zaczęliśmy myśleć o tym gdzie będziemy spać. Pojechaliśmy w stronę Krakowa, w którym utknęliśmy na niekończących się światłach. Później zdecydowaliśmy, że nie dojedziemy do samego Tarnowa. Wyszukaliśmy noclegu w Dębnie, ale nadal nie byliśmy pewni czy uda się nam dostać pokoje na jedną noc ;) Zajechaliśmy pod Mały Folwark, 500m od drogi nr 4 na Tarnów.
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Miła Pani właścicielka powiedziała nam cenę 50 zł za noc, ale wspomnieliśmy coś o biednych studentach i zgodziła się na 40zł od osoby ;) Mamy na własność wielki aneks kuchenny i pokój gościnny. Idziemy spać a jutro jedziemy dalej. Do Tarnowa i Rzeszowa. Polsko Wschodnia nadchodzimy! ;)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Polska Wschodnia 2013

 

Nd, 25.08 – D3

25 sie

Zjedliśmy śniadanie poszliśmy do kościoła (niestety nie biorąc aparatu…). Bazylika mniejsza św. Piotra i Pawła jest po remontach więc wywarła na nas naprawdę duże wrażenie. Bardzo spodobał nam się sufit, na którym było wiele portretów świętych, a nad prezbiterium symbole sakramentów.

Później udaliśmy się z Babcią na cmentarz. Co prawda nie pamiętam rodziny Babci, ale zapaliliśmy świeczkę od mojego taty. Babcia Maja była wzruszona odwiedzinami na grobach swoich bliskich.
Image Hosted by ImageShack.us
Babcia z wujkiem pojechali po ciocię, a my poszliśmy do parku zawierciańskiego. Po drodze zjedliśmy lody w kawiarni Sophia ;). Po powrocie Aga usiadła do nauki, a ja do książki. Później podtrzymywaliśmy ogień pod prażonkami.
Image Hosted by ImageShack.us
Prażonki (o których słyszeliśmy od początku wycieczki) to tradycyjne danie tutejszego regionu. W metalowym kociołku praży się ziemniaki i cebulę z różnym mięsem. My mieliśmy kiełbasę i boczek. Co ciekawe, żeby ziemniaki się nie gotowały tylko prażyły, przykrywa się je liśćmi kapusty, a wszystko dociska się przykrywką, tak żeby do środka nie dostało się powietrze, bo danie będzie gorzkie. Po dwudziestu minutach na pełnym ogniu kociołek zostawia się jeszcze na rozgarniętym żarze, pilnując aby ziemniaki się nie przypaliły. Smak i aromat wyśmienity ;)
Image Hosted by ImageShack.us
Po pysznym obiedzie z dokładką wypiliśmy herbatkę i położyliśmy się na chwile (która ostatecznie nieco się przeciągnęła), a babcia z wujkiem, ciocią i jeszcze dwoma innymi znajomymi zostali przy stole wspominając dawne czasy.
Dziś kolejna noc w Zawierciu, a jutro z samego rana (czyli koło 10 ;)) wyruszamy w dalszą drogę, tym razem odwiedzimy zamek Ogrodzieniec, Pustynię Błędowską i różne atrakcje Doliny Prądnika.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Polska Wschodnia 2013

 
 

  • RSS